produkty

Intelektualna.pl

Powrót

Artykuł
17 05.2017
Artykuł
17.05.17

Nie tylko linkowanie może być niedozwolonym publicznym udostępnianiem utworu. Może być nim też sama sprzedaż odtwarzacza

przez Magdalena Rosa

Orzeczenia TSUE odnoszące się do naruszeń praw autorskich w Internecie coraz bardziej zaskakują. Z jednego z najnowszych wyroków wynika, że sprzedaż odtwarzacza multimedialnego, który posiada wtyczki zawierające hiperłącza do ogólnodostępnych stron internetowych udostępniających utwory, jest „publicznym udostępnianiem” w rozumieniu prawa UE, o ile utwory te znalazły się w Internecie bez zgody ich autorów (wyrok TSUE z 26.04.2017 r., C-527/15).

W sprawie rozpatrywanej przez sąd holenderski (Rechtbank Midden-Nederland) fundacja Stichting Brain chroniąca interesy podmiotów praw autorskich twierdziła, że pozwany Jack Frederik Wullems narusza prawa autorskie podmiotów, które reprezentuje w/w fundacja. Pozwany sprzedawał odtwarzacze multimedialne o nazwie filmspeler, w których zainstalował oprogramowanie i wtyczki ogólnodostępne w Internecie. Część z tych wtyczek umożliwiała użytkownikowi odtwarzacza bezpośredni dostęp do serwisów z linkami do materiałów, które zostały tam zamieszczone bez zgody ich autorów. Powód sprzedawał w/w odtwarzacze, za co pobierał wynagrodzenie. W reklamie filmspeler prezentował odtwarzacz jako taki, w którym dzięki jednemu kliknięciu można bezpłatnie obejrzeć filmy, seriale i inne programy.

Wątpliwości holenderskiego sądu dotyczyły dwóch kluczowych zagadnień: czy czynność sprzedaży odtwarzacza stanowi publiczne udostępnianie utworu, a także czy pozwany może być odpowiedzialny za treści, do których przekierowywały wtyczki. Niedawno na portalu intelektualna.pl (http://intelektualna.pl/) opisywaliśmy sprawę dotyczącą publicznego udostępniania przez zamieszczenie odbiorników w pokojach hotelowych[1], a także kwestię odpowiedzialności za linkowanie w sprawie GS Media[2]. TSUE zaznaczył tam, że przy kwalifikacji działania jako publicznego udostępniania decydująca jest świadomość udostępniającego co do nielegalności zamieszczanych treści, a także zarobkowy charakter działalności. W sprawie Filmspeler TSUE ponownie podkreślił, że samo umożliwienie publicznego dostępu do utworów może być publicznym udostępnianiem. Ponadto uznał, że podmiot zamieszczający linki oraz sprzedawca odtwarzacza mogą odpowiadać na takiej samej podstawie, jeżeli chodzi o naruszanie praw autorskich.

Dodatkowo w tym przypadku TSUE wykluczył uznanie działań pozwanego za „legalne korzystanie” w rozumieniu art. 5 dyrektywy 2001/29. Zdaniem J. Wullemsa, jego działalność nie była bezprawna, ponieważ wykonywał on jedynie czynności techniczne, dodatkowe, umożliwiające użytkownikowi skorzystanie z utworów w ramach dozwolonego użytku osobistego. W odpowiedzi na taką argumentację TSUE podkreślił, że działalność J. Wullemsa była dokonywana bez zezwolenia podmiotów praw autorskich, a nabywcy odtwarzacza mieli tego pełną świadomość, co powodowało nieuzasadnioną szkodę dla interesów podmiotów praw. Tym samym TSUE po raz kolejny dał wyraz temu, że fakt, czy utwór, do którego prowadzi hiperłącze pochodzi z legalnego czy nielegalnego źródła, ma istotne znaczenie[3] i że nie można czerpać zysków z działalności powiązanej z bezprawnym udostępnianiem materiałów w Internecie.

Trzeba przy tym zauważyć, że J. Wullems bezpośrednio nie zamieścił nielegalnie utworów w Internecie ani nie opublikował na stronach internetowych linków do tych utworów. Wszystkie te treści były już wcześniej dostępne dla całej społeczności internetowej. Dodatkowo preinstalowane przez niego wtyczki nie były w żaden sposób modyfikowane[4]. Każda osoba mogłaby również samodzielnie zainstalować je na swoim urządzeniu. Zdaniem TSUE ułatwił on jednak dostęp do tych treści i czynił to z pełną świadomością, że naruszają one prawa autorskie. Według TSUE, każdy podmiot, który prowadzi taką lub podobną działalność o charakterze zarobkowym, jest zobowiązany do weryfikacji, czy hiperłącza nie prowadzą do treści udostępnionych bezprawnie, bez zgody uprawnionych.

Wyrok w opisanej sprawie z pewnością zapewni większą ochronę twórcom, których utwory są nielegalnie udostępniane w Internecie. Jednak interpretacja przyjęta przez TSUE może wywoływać wątpliwości. Jednym z koniecznych elementów publicznego udostępniania jest to, że jest ono skierowane do „nowych odbiorców”. Czy w niniejszej sprawie rzeczywiście został spełniony ten warunek, skoro wszystkie treści były już dostępne w Internecie i równie dobrze każdy użytkownik Internetu może samodzielnie, bez użytkowania odtwarzacza, mieć do nich dostęp ze swojego komputera? Przyjęcie takiej wykładni może doprowadzić do przypisania odpowiedzialności za naruszenie praw autorskich sprzedawcy jakiegokolwiek urządzenia z dostępem do Internetu. Na koniec należy podzielić zdanie Komisji wyrażone w tej sprawie i stwierdzić, że zasięg pojęcia „publiczne udostępnianie” powinien mieć jakiś kres

Branża:

Innowacyjność

Powrót

Komentarze (0)




Dozwolone znaczniki: <b><i><br>